Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 205 720 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

zorganizowana akcja amazonek w NO

czwartek, 01 marca 2012 21:21

to jest dopiero zorganizowana akcja norweskich amazonek.
Dziś na jednej z norweskich stron internetowych opisana akcja babek z mojej branży. Norweskie amazonki protestowały na wpół nagie przed parlamentem, ponieważ obecna partia rządząca - parta pracy chce jeszcze wydłużyć, już długi okres oczekiwania na rekonstrukcje piersi. Obecnie jest to ok. roku czasu. Nie wiem dokładnie czym to jest uwarunkowane, czy kolejkami jak u nas w Gryficach, czy może dobrem pacjenta - dłuższy okres oczekiwania na rekonstrukcję = lepsza jakość badań kontrolnych. Wszem i wobec wiadomo, że jakość badania RTG kobiety po rekonstrukcji jest dużo gorsza niż osoby przed.
Dziś na dworze słonecznie, temp. 10 stopni C, gdzie niegdzie leży śnieg a one:

brawo gdybym mogła dołączyłabym do nich. Kto by pomyślał taka bogata Norwegia a mnie w Szczecinie wzieli zaraz za dwa tygodnie. I do tej pory jakikolwiek lekarz mnie bada zawsze mówi, że mam jedne z ładniejszych :)

p.s. gadżet o nazwie torbiel na jajniku, szlak trafił - chce się żyć!!!


Podziel się
oceń
13
1

komentarze (36) | dodaj komentarz

.....

piątek, 17 lutego 2012 18:24

Hmmmm …..
moja dobra koleżanka – czyt. bratnia dusza - Kolka ostatnio w moje urodzinki napisała mi życzenia i życzyła mi między innymi weny do pisania. Przyznaję z ręką na sercu, że ostatnio mi jej brak. Oczywiście mam straszne wyrzuty sumienia, że nie piszę, ale bagatelizuję to po pewnym czasie, a to chyba niezbyt ładnie z mojej strony. Nie będę się rozpisywać czym jest to spowodowane, bo nie mam ochoty znowu wywalać całej żółci, zresztą to nie potrzebne a niektórzy mają naprawdę poważniejsze problemy. Te moje to pikuś ……
Walentynki, urodzinki wszystko minęło jak z bicza strzelił. W środę od rana Grzesiek pytał na którą imprezę robię, a ja mu ciągle powtarzałam, że takich urodzin już się nie obchodzi, bo to wstyd. Dlatego też wsiadł w samochód, pojechał gdzieś na godzinę. Jak wrócił zamknął mnie w drugim pokoju a po chwili zawołał

 

i powiedział, że imprezka na 17. Miło było tulipanki i sushi , to to co Lideczka lubi bardzo.
W przyszłym tygodniu sprawdzę co się dzieję u moich jajniczków. Przyznam, że odkąd wiem o tym gadżecie, to czuję tego jajnika dosyć często. Ale co do karku nastąpiła poprawa – nie boli i dobrze, bo mama już gdzieś wyczytała, że to mogą być węzły, nawet tel. załatwiła do szpitala, żeby rezonans robić. Zobaczymy co będzie na wizycie kontrolnej.
p.s. coś ze stylistyką dziś u mnie na bakier


Podziel się
oceń
5
1

komentarze (19) | dodaj komentarz

hipochondryczka

wtorek, 07 lutego 2012 13:44

od kiedy wiem o gadżecie na jajniku, wszystko się jakoś dziwnie w mojej głowie przestawiło. Budzę się rano i myślę o nim, kładę się spać i myślę o nim w ciągu dnia też myślę. Z tego myślenia wydaje mi się (a może i nie), że mnie boli, czuję go na okrągło. Wczoraj bolało mnie całe podbrzusze i wmawialam sobie, że to nie jajniczki a może przepuklina - hahaha dobra jestem w wymyślaniu. Nawet lekarka mnie wyśmiała na ostatniej wizycie: ,, phhi.... taki gadżet, każdy ma, nic wielkiego i nie ma się czym przejmować'' - tylko, że ja nie umiem.
Wczoraj kupiłam bilet na 21 lutego. Pierwsze co zrobię po przylocie, to markery jajnikowe i USG. Zastanawia mnie czy jak odstawię Tamoxifen, to on się wchłonie, zniknie, szlak go trafi - chcę i to bardzo, żeby tak było. Tak bardzo jeszcze potrzebuję tego jajniczka.
Chyba z siedzenia w domu robię się hipochondryczką. Od jakiegoś czasu boli mnie lewy bark i cały kark. W nocy latam po całym łóżku, żeby pozycję ciągle zmieniać i choć na chwilę zmrużyć oko. Może z nerwów i stresu jestem taka spięta. Grzesiek swoimi grabiowatymi rękoma i marchewkowymi paluchami próbował to rozmasować, ale ..... nie jest masażystą i chyba nie wie o co kamman w tym masowaniu - jak bolało, tak boli. Dziś rano jak mnie zobaczył w nienormalnej pozycji, stwierdził, że mu mnie szkoda i jak mi może pomóc.
Chyba wybiorę się do sklepu poduszkowego po nową podusię może pomoże.


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

grunt to spokój

poniedziałek, 16 stycznia 2012 13:39

ostatni czas od poprzedniego wpisu był bardzo napięty i dynamiczny. Czasem siedząc w fotelu ok. godziny 11:30 i pijąc kawę, miałam wyrzuty sumienia, że marnuję dzień i powinnam już gdzieś być i coś robić.
Od soboty jesteśmy tu z powrotem i raczej się cieszymy, bo drugi dzień jest pełen ciszy i spokoju. W Polsce ciągle ktoś dzwoni, gdzieś trzeba jechać, nawet jak w domu się siedzi to na klatce schodowej ktoś się wydziera, trzaska drzwiami, akwizytorzy chcą ci drzwi wymieniać, administracja wszystkie liczniki chce spisywać itp.
... ale zacznę od początku
po tym jak Marta do nas przyjechała, to jej pobyt zleciał bardzo szybko. Gdzieś w połowie czyli 15.12.2011 stałam się mężątką, ale zbytnio tego nie odczułam. Grzesiek swoją obroczkę ściągnął zaraz po wyjściu z ambasady, bo palec mu zsiniał :) a ja swoją odłożyłam w momencie jak zapodział mi się pierścionek zaręczynowy, bo zbyt duża obrączka go zsunęła z palca hahaha (symbolicznie kupiliśmy obrączki przez internet i srebrne. Na ślub kościelny kupimy już porządne). ''Wesele'' odbyło się u nas w mieszkaniu, bo była nas tylko czwórka, ale za to mój szalony kuzyn z żoną zorganizowali symboliczne ''wesele''  też w cztery osoby u moich rodziców i w ten sposób nasze imprezy co kilka minut łączyliśmy na skeypie hahaha. Czy ktoś słyszał o takim weselu? no cóż, ten ślub odbył się głównie dla dokumentów, ale ten prawdziwy (jak ja to mówię) z gośćmi i duuuuużym weselem zaplanowałam na przyszły rok.

Jakiś czas temu Grzesiek został poproszony o to, żeby być chrzestnym u córki swojej siostry. Chrzciny miały się odbyć w drugi dzień Świąt a ponieważ trudno było z chrzestną tak też i ja zostałam o to poproszona a że ''dziecku się nie odmawia '' i że kocham dzieci, to staliśmy się chrzestnymi małej Martusi

Nie chcę się przy tym rozpisywać ile było problemów, nerwów i moich łez z załatwieniem zaświadczeń z kościoła. Problem polegał na tym, że mamy z Grześkiem ten sam adres zameldowania i nie mamy ślubu kościelnego. Załatwialiśmy zaświadczenie w naszym starym kościele, ale z racji nowego adresu, zostaliśmy odesłani do naszej nowej parafii. Tam ksiądz proboszcz nie chciał nawet wysłuchać tego co mamy do powiedzenia, od razu odesłał nas po zaświadczenia do Norwegii, bo on: ''nie może potwierdzić czy jesteśmy wierzący i praktykujący''. Dopiero w trzecim kościele zostaliśmy przede wszystkim wysłuchani. Ksiądz wiedział o mojej chorobie, powiedzieliśmy o śmierci Grześka taty i o tym, że ślub (po raz trzeci) zaplanowaliśmy na przyszły rok - wysłuchał nas i wystawił zaświadczenia mówiąc na koniec, że nie chce żebyśmy się na kościół i Boga obrazili. Nie obrażamy się, mamy żal, że nie chciano z nami rozmawiać i wysłuchać naszych argumentów. Dlatego dziękujemy bardzo księdzu Andrzejowi.
Kolejnym ale już mało ciekawym wydarzeniem były moje badania kontrolne. Okazało się, że na moim biednym jajniczku ''wyrosły'' jakieś gadżety. Po trzech dniach życia w strachu, zmówieniu wszystkich modlitw okazało się, że nie są to komórki nowotworowe. Po odstawieniu zastrzyków hormonalnych ten jeden jajniczek, nie mógł długo dojść do formy i jak to lekarz powiedział ''prawdopodobnie bardzo chce na wszystkie sposoby i stąd (jak mam nadzieję) ten drobny problem''. Ale strachu była cała masa. Już w głowie mi się roiło tysiąc rzeczy. Jadąć autem widziałam tylko cmentarze, krzyże przydrożne, zakłady pogrzebowe i zakłady robiące nagrobki.

Dziś już jest spokój, nerwy na wodzy i opanowanie, czakamy aż ambasada się odezwie w sprawie naszego aktu małżeństwa, wtedy można coś załatwiać.


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

God Jul

sobota, 24 grudnia 2011 21:00

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia życzę wielkiego obżarstwa bez tycia,
aby na suto zastawionym stole niczego nie zabrakło.
Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku!

p.s. relacja z wiecie czego w najbliższym czasie. Teraz nie miałam zbyt wiele czasu za co very sorry


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

piątek, 30 września 2016

Licznik odwiedzin:  154 258  

Wizytówka


lila.wojtyna

O mnie

jestem tu, bo choroba zmieniła moje patrzenie na świat, chcę dotykać wszystkiego co nowe, żeby nic nie stracić i żeby nic mi nie umknęło

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 154258
Wpisy
  • liczba: 119
  • komentarze: 408
Bloog istnieje od: 2450 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl