Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 236 479 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

wyprowadzka

piątek, 29 kwietnia 2011 13:16

postanowiliśmy się wyprowadzić z mieszkania które obecnie wynajmujemy. Od 1 czerwca będziemy mieszkać w Lillestrøm pod Oslo. Odległość do centrum Oslo nie jest długa, dojazd nie jest skomplikowany ale jednak jest. W mieszkaniu w którym obecnie mieszkamy płacimy za wynajemy + rachunki za prąd, internet i TV. Tam będziemy mieszkać sami na dwóch pokojach wynajem jest tańszy o 1.000 NOK i w cenę wynajmu są wliczone rachunki. Myślę że wszystko się wyrównuje, bo za dojazd do miasta trzeba będzie dopłacić no i te przeklęte bramki (opłaty za wjazd do Oslo). Plusem jest to, że będziemy sami. Nie będę się wkurzać, że ktoś nasyfił, nieposprzątał po sobie, nie kupił płynu do naczyć itp. Mieszkanie w Lillestrøm jest własnością Toma - norweskiego kolegi Grześka. Tom powiedział, że czasem jak Grzesiek pomoże mu coś zrobić koło domu, to nie będziemy przez miesiąc, dwa płacić za wynajem i obiecał, że nie będziemy z nimi rozmawiać po angielsku, musimy gadać po norwesku. To dobrze, bo może złamię moją blokadę do gadania w ich języku. Tu mnie jedynie trzyma to, że mam blisko wszędzie - na plażę, do centrum, do parku. Faktem jest również to, że mam ostatnio problemy w podejmowaniu znaczących decyzji. Myślę i głowkuję ciągle i nie wiem po co.
Od rana oglądam ślub Williama i Kate. No cóż wszystko to piękne i z przepychem. Suknia z koronki, ale i tak mi się welon bardziej podoba. Dziewczyna kończy z wolnym życiem zaczyna żyć według zaplanowanej angielskiej etykiety. Ja bym chyba tego nie wytrzymała. Dobrze, że mój książe chodzi w roboczych spodniach wysmarowanych farbą i silikonem a ja mogę w dresach :) a i tak śniadanka książęce do łóżka czasem mi przynosi np. wczoraj



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Wesołych Świąt

niedziela, 24 kwietnia 2011 12:20

Spełnienia wszystkich marzeń
zdrowia, dostatku,
codziennego szczęścia
rodzinnego ciepła, radości,
pomyślności oraz
smacznego jajeczka
i mokrego Dyngusa
życzę wszyskim JA :)


wczoraj byłam z Grześkiem święcić pokarmy w kościele St. Olav. Kościół w którym msze święte są odprawiane w różnych językach między innymi po polsku. W moim kościele w Polsce koszyczki każdy trzyma w ręce, ksiądz idzie przez cały kościół i święci pokarmy. Raz poświęci ale pięć razy nie. A tutaj wszystkie koszyczki ustawia się przed ołtarzem  i wtedy jest pewność, że jakaś kropelka do naszego też wpadnie.

a dziś już jesteśmy po śniadaniu i każdy leżakuje w swoim kąciku. Pogoda piękna więc po kościele (mszę po polsku mamy dopiero o 14:30) pewnie pójdziemy nad morze, albo do centrum.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

...

czwartek, 21 kwietnia 2011 12:12

święta tuż, tuż w Norwegii to nawet już :) od dzisiaj a nawet wczoraj życie w mieście zamarło. Wczoraj wszystkie sklepy były otwarte ostatni dzień, dlatego latałam po mieście z zakupami. Najpierw pocztę zaliczyłam i dobrze, że poszłam tam z rana, bo była otwarta tylko do 12. Później poszłam spacerkiem do miasta na Grønland, a to jakieś 5 km, ale taka piękna pogoda że szło się z przyjemnością. Po drodze przechodząc koło ambasady amerykańskiej napotkałam na jakąś manifestację, krzyczeli strasznie

w centrum koło parlamentu, też manifestacja się zbierała. Ogólnie chodzi o tzw. burki - czyli chusty zakrywające twarz kobiet. Norwegia chce wprowadzić zakaz noszenia burek przez kobiety w całej Norwegii. Co ja o tym myślę? Sądzę, że w pewnym stopniu mają prawo tego wymagać. Przyjeżdżają cudzoziemcy do obcego kraju, chcą w nim żyć więc w pewnym stopniu muszą się dostosować do zasad w nim panujących, jeśli to komuś nie pasuje, to niech wraca do siebie.
Jak już doszłam na ten Grønland, to doznałam szoku jak za czasów komuny w Polsce. Poszłam tam głównie po warzywa do pakistańczyków. Mają świeże i dużo, dużo tańsze jak w sklepie a wybór też duży. W osiedlowych sklepach nie mogłam dostać buraków do ćwikły, a tam owszem ale ludzi było tyle, że dopchać się nie mogłam nigdzie. Jakiś Polak krzyczał do córki, że jakby z mamą wcześniej wstały i przyszły wcześniej, to nie staliby w takich kolejkach. Śmiać mi się chciało, co to biedne dziecko winne? Stojąc w 30 metrowej kolejce przypomniałam sobie o tysiącu rzeczy, których nie wzięłam, ale stałam tyle, że wracać nie chciałam.


Wieczorem jak Grzesiek wrócił z pracy, pojechałam jeszcze autem do sklepu a tam nawet wody mineralnej na półkach brakowało o chlebie nie wspomnę. Dziś od rana buraki się gotują (kuchenka cała ulana), boczek się rozmaraża na jutro do pieczenia.
Dodam jeszcze, że ostatnio jakiego wirusa ściągnęłam sobie w komputerze. Kolega mi cały komputer formatował i wgrywał nowy system a wczoraj wieczorem Grześka komputer trafiło, ma 26 zainfekowanych plików jakimś syfem i chce to sam naprawić, nie wiem co to będzie, bo wczoraj już wyzywał z nerwów.
Na koniec powiem, że tamoxifen i zoladex, to syf nad syfem i niech każdy chłop i rodzina osoby zażywajacej to świństwo ma świadomość, że potrzebować będą dużo cierpliwości i wytrzymałości. Mnie chyba poniosło ostatnio (zaburzenia emocjonalne), wybuchłam podczas rozmowy z mamą i Martą. Uważam że trochę winy też było z ich strony, ale moja raczej też za co gorąco przepraszam a mamę całuję od stóp do głów, bo ją kocham jak jasna cholera ;)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Norge

wtorek, 12 kwietnia 2011 22:00

od piątku jestem już w Norge i jedno co muszę powiedzieć to to, żebrakowało mi tej ciszy i spokoju. Tutaj nikt za niczym nie biega, nie lata z jęzorem na brodzie. Nie widać na każdym kroku obmawiających się i zawistnych ludzi. Może norwedzy są trochę fałszywi (bo ciągle do każdego się uśmiechają a swoje w głowie pewnie myślą), ale wolę ich fałsz nikomu nie szkodzący, niż polską zawistność, wścibskość i wieczne żalenie się na wszystkich i wszystko. Polska wysysa z człowieka wszystkie soki. Chyba mój patriotyzm umiera, ale jak w dzisiejszych czasach można być patriotą?
Wczoraj była piękna pogoda i poszliśmy na wycieczkę do miasta a później popływać promem między wyspami w Akker Brygge.

Po pływaniu poszliśmy na zasłużone jedzonko. Był kurczak w sosie carry z ryżem, ale tak piekło w mordkę, że ciężko było zjeść a ja pikantnego nie lubię.

Po tej wędrówce spałam jak zabita a dzisiaj od rana pada więc odgruzowałam trochę mieszkanie.
Nawiązując do mojej diety, to informuję że osiągnęłam upragnioną wagę 59 - 60kg i więcej nie mam zamiaru chudnąć, bo moje dupsko już zrobiło się bardzo wyschnięte, ale jak bardzo poprawił mi się humor i samoocena :)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

.....

poniedziałek, 04 kwietnia 2011 11:24

Liluś od samego rana aktywnie działa - cel główny kupić maść na blizny. Dzięki szarlocie4 zamówiłam ją z rana przez internet i będzie do odbioru jutro lub pojutrze, ale aż we Wrocławiu. Owszem apteka z tej sieci jest w Wołowie, ale oni nie prowadzą sprzedaży internetowej i Pani też nic nie wie o tej maści - tragedia, ale do Wrocławia i tak miałam pojechać, bo w piątek lecę do Grześka i w piątek ma 30 urodziny a prezentu brak :(. Tzn coś mam na oku, ale chcę żeby sam sobie to wybrał i żeby mu się podobało a ja mu teraz kupię coś symbolicznego, żeby nie jechać z pustymi rękoma. A w piątek  1 kwietnia Marteczka miała urodziny (muszę żyć z dwoma zodiakalnymi baranami - są identyczni a czasem tragiczni ;)) była zrzutka na zegarek, śniadanie do łożka

 i jeszcze kolacja  dla dziewczyn z pracy.
W sobotę kupiłam mojej Julci komputer na komunię, musiałam to zrobić już, bo na święta nie przyjedziemy tylko dopiero chyba 6 maja prosto na komunię więc nie będzie kiedy. Rano go juz uruchomiłam i skonfigurowałam - jest wszystko OK.
W zeszłym tygodniu miałam też dosyć niemiłe doświadczenie z moją byłą ''koleżanką'' z pracy, przez którą zrezygnowałam z  tej pracy, bo mnie dobijała psychicznie chyba gorzej jak choroba. Nie będę się rozpisywać i nakreślać całej sytuacji, bo to głupota. Głupotą jest to co zrobiła - sama zaczęła wojować w pracy w grudniu przez co kierowniczka ją zwolniła. Teraz zaczęła pisać skargi itp. a ze mną miała bliskie spotkanie na placu zabaw w środę. Bawiłam Grześka, siostry dzieci. Jak poszliśmy z palcu to zaraz dostałam smsa: ''baw, baw dzieci bo swoich nigdy nie będziesz miała'' - czy zabolało? może trochę, ale zabolała ludzka głupota (bo ja wiem, że dzieci mieć bedę - zrobię wszystko). Zdziwiło mnie tylko jak kobieta 39-letnia, matka 5-letniego dziecka, z wykształceniem wyższym, uważająca się za bardzo inteligentną i wielką katoliczkę, biegającą kilka razy w tygodniu z córką do kościoła, może pisać głupoty jak 14-letnia dziewczynka. Udowodniła kolejny raz, że jej choroba psychiczna niestety ale postępuje. Trudno jak ją to bawi i podkręca dosyć nudne życie, to niech się nakręca.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

czwartek, 30 marca 2017

Licznik odwiedzin:  178 744  

Wizytówka


lila.wojtyna

O mnie

jestem tu, bo choroba zmieniła moje patrzenie na świat, chcę dotykać wszystkiego co nowe, żeby nic nie stracić i żeby nic mi nie umknęło

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 178744
Wpisy
  • liczba: 119
  • komentarze: 449
Bloog istnieje od: 2631 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl